Świat się nie śmieje. Przynajmniej nie tak jakbyśmy chcieli. Wszystko co nas otacza koncentruje się na słowach, które nas zupełnie nie interesują: recesja, spadek koniunktury, towary trudno zbywalne, bezrobocie, kryzys itd. To wszystko co dzieje się wokół nas sprawia, że przestajemy wierzyć w czysty i bezinteresowny śmiech. Absurdy dnia codziennego nie pozwalają nam się sklasyfikować i obłażą nas jak czerwone mrówki. Dlaczego czerwone? Może dlatego, że one podobno gryzą. Każdy może powiedzieć, że obłazi go coś innego. Przede wszystkim chcemy się dobrze bawić. Chcemy kreować i upiększać rzeczywistość. Chcemy uczestniczyć w cyklu tworzenia. Budulca nie brakuje. Interesują nas elementy, które możemy odnaleźć wokół nas. Wszystko to co nas otacza jest potencjalnym tworzywem: zapomniane fotografie dziadka, któremu można dorysować wąsy lub modny beret, puste paczki po wypalonych w nadmiarze papierosach, które palimy tylko ze względu na przywiązanie do marki z czerwonym kółkiem, dykteryjki i opowieści napotkanych pijaków łęgowych, czy wreszcie sukcesy polskiej reprezentacji footballowej. Tak - tematów nam nie brakuje. Znamy się na alkoholach wysokoprocentowych, niektórzy potrafiliby zbudować klatkę Faradaja, inni umieją zrolować notes Herlitza w ciągu godziny. Nie twierdzę, że wszyscy mamy takie same zainteresowania. Dzieli nas wiele, ale jak to mówią, jeszcze więcej łączy. Mamy dosyć monopolu stołecznych gazet i programów telewizyjnych, w których co raz mówi się nam że jesteśmy idiotami. Podobno ciągle narzekamy - ponarzekajmy wspólnie.

Najłatwiej byłoby napisać, że chodzi o jakieś pokolenie. Nic bardziej błędnego. Pokolenia wymarły dawno temu i nie wiele mamy wspólnego z jakimś rocznikiem statystycznym. Niektórzy z nas uwielbiają "Rapsodię Bałtyku" inni zbierają puszki po piwie, gołe baby albo zdjęcia kartonowych przedmiotów. Do wszystkiego podchodzimy krytycznie. Analiza, dekonstrukcja to nasze ulubione pojęcia. Nie zasłaniamy się postmodernizmem - wolimy zwierzęcy naturalizm połączony z hipnotycznym impresjonizmem. Symbolizm i strukturalizm wydają się nam odpowiednie do wieku. Psychoanaliza nas śmieszy, ale wiemy o co chodzi. Wiemy, że Mukarzowski miał rację. Surrealizm nas otacza a inne pojęcia takie jak trzy palatalizacje i przegłos napawają nas świadomością, że nie jesteśmy pierwsi w próbach odmienienia tego świata. Mimo, że wszystko to należy do spuścizny poprzedniego wieku to łącznie z dialogami z Misia stanowi dla nas naturalne środowisko. Barwy ochronne też są ważne. Nie uciekamy od pytań, które stawia nowe tysiąclecie. Czy 11 września spóźnilibyśmy się do pracy? A może poszlibyśmy zapalić? A właściwie pojechalibyśmy jakieś czterdzieści pięter w dół? Po porannej kawie należy przecież zapalić. Chyba, że nasza firma dbałaby o mniejszości i fundowałaby obszerną palarnię z widokiem na Manhattan. Wtedy przepadlibyśmy z kretesem. Można by mówić o ostatnim papierosie skazańca. Ale kto by to za nas sformułował?

Kwestia wieku nie gra roli - wszyscy jakoś tam lubimy PRL, ale kto nie wspomina dzieciństwa? Każdy miał jakieś dzieciństwo. A może czas dorosnąć? Tylko co wtedy zostanie?


Copyright 2002 - karton studios